6:37 PM

DZIEŃ ZDROWEGO ŚNIADANIA Z MARKĄ HOTPOINT

DZIEŃ ZDROWEGO ŚNIADANIA Z MARKĄ HOTPOINT



W ostatni weekend dzięki zaproszeniu marki Hotpoint  miałam okazję wziąć udział w warsztatach kulinarnych z okazji dnia zdrowego śniadania, który przypada 8 listopada. W gronie kilku blogerek spotkaliśmy się w studiu BOOK&COOK, aby nauczyć się jak łatwo, szybko i zdrowo przygotować pożywne śniadania. Powiem szczerze, że nie jestem lwicą kuchenną, która od rana do wieczora mogłaby stać "przy garach", bo po pierwsze nie mam na to czasu, a i nie ukrywam, że często brakuje mi chęci. Mam kilka popisowych dań, które serwuje na zmianę, jednak nie mogę powiedzieć, aby były one szczególnie zdrowe ;).

Na spotkaniu dowiedzieliśmy się w jaki sposób możemy urozmaicać nasze posiłki jednocześnie dbając o Nasze brzuszki.


To co przede wszystkim mnie ujęło to przepiękne wnętrze w jakim przyszło nam doskonalić swój warsztat kulinarny. Ciepłe, a jednocześnie nowoczesne. Drewno i cegła w połączeniu z skandynawskim oświetleniem to zdecydowanie moja estetyka.


Sprzęt na którym pracowaliśmy był marki Hotpoint . Jestem sroką i zwracam przede wszystkim uwagę na wygląd danego przedmiotu. Musi być minimalistyczny, a jednocześnie elegancki i takie właśnie są produkty Hotpoint. Żeby tego było mało ich funkcjonalność jest dla mnie porażająca. Z moim mężem szczególnie umiłowaliśmy sobie płytę indukcyjną. Na co dzień w domu gotujemy na płycie gazowej i kiedy słyszałam od moich koleżanek, że nie wyobrażają sobie już powrotu do zwykłych palników nie do końca rozumiałam o co im chodzi. Co za różnica - myślałam i dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo się myliłam. Dwie cechy, które od razu rzuciły mi się w oczy to: szybkość gotowania posiłków i mega łatwe posługiwanie się samym urządzeniem. Wystarczy dotknąć odpowiedni symbol na panelu touch control i gotowe ! Niesamowicie fajne jest też to, że nie jesteśmy w stanie się poparzyć, co mnie zdarza się dosyć często jako wyjątkowej niezdarze ;). Przy małych powierzchniach zyskujemy także dodatkowe miejsce na choćby postawienie miski, która aktualnie nie jest nam potrzebna, bo płyta daje efekt praktycznie płaskiego blatu.


Po wstępnym wyjaśnieniu co będziemy robić, zabraliśmy się do pracy. 




Wspólne gotowanie to na prawdę świetna zabawa, tym bardziej, że w całym procesie uczestniczyły także dzieci.




Każdy z Nas mógł dokonać wyboru co chce przygotowywać. Cztery stanowiska były już zaopatrzone we wszystko czego potrzebowaliśmy. My akurat przygotowywaliśmy orzechowo-cynamonową granolę z waniliowym jogurtem i musem owocowym. Pyszka !


Reszta z Nas także nie próżnowała. Na stół podano także chleb cukiniowo-orzechowy z twarożkami w trzech smakach, tost francuski z chałki z domową konfiturą, oraz jajka zapiekane w kokilkach w sosie pomidorowym. Dzięki Bogu nie jadłam rano śniadania !


Następnie zabraliśmy się za menu obiadowe. Byłam w szoku, że w ciągu dosłownie kilkunastu minut można przygotować dania, których nie powstydziłby się MasterChef :).
Zabraliśmy się do roboty i tak powstały wrapy, batoniki owsiane, włoska makaronowa sałatka jak i frytki z bakłażana.



Po wytężonej pracy nie pozostało Nam nic innego jak skonsumować Nasze dzieła. I mogę Wam powiedzieć, że jeżeli macie możliwość wzięcia udziału w takich warsztatach nie zastanawiajcie się nawet chwili. Podczas takich zajęć odprężycie się, poznacie nowych ludzi i dodatkowo powiększycie swoje kulinarne horyzonty.


Jeżeli jesteście ciekawi jak przygotować poszczególne potrawy  to zachęcam do zajrzenia tutaj w najbliższym czasie. Zapewniam Was, że nie pożałujecie.

A wy obchodzicie dzień zdrowego śniadania ? A może każdy dzień jest dla Was jak 8 listopada ?

A.


6:50 PM

TO LUBIĘ ! czyli wrześniowi i październikowi ulubieńcy.

TO LUBIĘ ! czyli wrześniowi i październikowi ulubieńcy.
Cykl o ulubieńcach jest jednym z moich ulubionych zarówno na youtube jak i blogach, które obserwuję. Ciężko mi jednak było zawsze się za to zabrać, bo w gonitwie obowiązków nie zastanawiałam się co tak na prawdę urzekło mnie w danym miesiącu. Nie twierdzę oczywiście, że nagle nastąpi we mnie zmiana i zacznę regularnie publikować, aczkolwiek na prawdę się staram. Prawda jest taka, że mam głowę pełną pomysłów tylko gorzej z realizacją, a raczej połączeniem mojej kreatywności z pracą na etacie.
Nie przedłużając jednak przejdźmy do meritum. Pragnę jednak zaznaczyć, że ze względu na brak sprzętu fotograficznego, który aktualnie znajduje się w serwisie posiłkować się będę internetem.

1. KSIĄŻKA
Tutaj moim zdecydowanym odkryciem nie tylko miesiąca, ale i roku jest serwis LEGIMI. Czym jest ? Ano czymś na kształt księgarni internetowej oferującej ponad 16 000 tytułów książkowych. Polega to mniej więcej na tym samym co Spotify, Płacimy miesięczny abonament i możemy "pożyczać" książki, które chcemy przeczytać. Są one dostępne tylko w aplikacji Legimi, co oznacza, że nie możemy ich dosłownie ściągnąć na nasze urządzenie. Oczywiście jest możliwość poprzez stronę zakupu danej pozycji w formie ebooka jeśli mamy takie życzenie jednak zauważyłam, że ceny są dosyć wysokie. Ja korzystam z Legimi za pośrednictwem mojego operatora komórkowego, który prawdopodobnie ma podpisaną umowę współpracy z serwisem. Jeżeli więc tak jak ja należycie do Play możecie włączyć sobie tę usługę przez pierwszy miesiąc korzystając z niej zupełnie za darmo, w kolejnych będzie doliczane Wam 19,99 zł do rachunku telefonicznego, co według mnie jest bardzo wygodne, bo nie muszę pamiętać o kolejnej płatności robiąc przelewy. W ramach jednej opłaty możemy korzystać z serwisu na czterech różnych urządzeniach bez limitu książek. Kilka razy w tygodniu lista dostępnych książek jest aktualizowana i dodawane są nowe pozycje. Według mnie bardzo fajna opcja dla każdego kto jest typowym molem książkowym i odpowiada mu czytanie w formie nie papierowej.

2. SERIAL
Jesienna aura za oknem zdecydowanie sprzyja leżeniu pod kocem z ciepłą herbatą tudzież kakaem przy dobrym serialu, który potrafi wciągnąć Nas na długie godziny ( często zresztą powodując niewyspanie ;)) . Ze względu na chłam jaki ostatnio leci w telewizji postanowiliśmy z mężem wykupić dostęp do serwisu Netflix. Dla zainteresowanych pakiet standard dzięki któremu można odtwarzać filmy i seriale na dwóch różnych urządzeniach to koszt 43 zł miesięcznie. Tam też znaleźliśmy serial wyprodukowany właśnie przez Netflix'a "Stranger Things". W dużym skrócie opowiada on historię czwórki mniej więcej dwunastolatków, którzy spotykają się aby grać w gry RPG ( nie, nie wiedziałam co to takiego dopóki nie zostałam uświadomiona :)). Pewnego wieczoru jeden z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Matka chłopca, którą gra Winona Ryder, postanawia za wszelką cenę go odnaleźć, przez co odkrywa, że w miasteczku miejsce mają dziwne, niewyjaśnione rzeczy. Nie chcę zdradzać Wam więcej, jeżeli jednak szukacie czegoś zupełnie innego niż wampiry i zombie, w klimacie lat 80', ze świetnymi zdjęciami i trzymającym w napięciu klimatem to zdecydowanie polecam ten serial.


3. KOSMETYKI
Mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu uda mi się przygotować dla Was post z moimi ostatnimi odkryciami kosmetycznymi jeżeli chodzi o kolorówkę, jednak tutaj ze względu na fakt, że ma to być absolutny ulubieniec postawię na pielęgnację. Nie ukrywam, że jestem z tych osób, które uważają, że sen jest dobry na wszystko :). Nie przeszkadza mi, że tracę kilka godzin w ciągu dnia śpiąc o ile oczywiście mogę usnąć. Był taki okres w moim życiu kiedy spać po prostu nie mogłam. Piłam hektolitry melisy, kupowałam olejki lawendowe, liczyłam owce, jednak nic nie zdawało rezultatu. Pewnego dnia będąc w Rossmannie zauważyłam na dziale dziecięcym żel do mycia ciała na dobranoc marki Johnson's Baby. Stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować i jakie było moje zaskoczenie kiedy wzięłam wieczorem prysznic, poszłam do łóżka i po kilku minutach zasnęłam! Nie wiem co takiego jest w tym żelu, ale jego zapach jest niesamowicie rozluźniający, uspokajający, otulający. Uwielbiam go i od tego czasu kupuje go zawsze na sezon jesień/zima, chociaż nie mam już problemów ze snem. Jeśli więc szukacie czegoś pod prysznic co nie dosyć, że niesamowicie pachnie to jeszcze sprawia, że spanie staje się przyjemnością to serdecznie Wam go polecam.



4.  MUZYKA
Mój gust muzyczny zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie mam więc ulubionego wykonawcy, słucham po prostu tego co aktualnie wpadnie mi w ucho. Jesienią preferuje zdecydowanie wolniejsze utwory, które sprawiają, że nawet idąc w deszczu do tramwaju czuję się otulona dźwiękiem. Moim odkryciem bodajże zeszłego roku do którego wracam za każdym razem kiedy nadchodzi jesień i kiedy potrzebuję wyciszenia jest piosenka Hallelujah - Jeff'a Buckley'a. Uważam, że jest to najlepsza wersja tej piosenki i właściwie mogę słuchać jej na okrągło.


5. JEDZENIE
Podobno kiedy robi się zimno zwiększa nam się apetyt na tłuste potrawy. Być może tak jest, jednak mój przypadek nie potwierdza tej teorii. We wrześniu i październiku moim numerem jeden jest bowiem sałatka składająca się z ugotowanych buraków, koziego sera, migdałów i octu balsamicznego. Szczerze powiedziawszy nie wiem kiedy i czy w ogóle mi się znudzi! Nie dosyć, że jest bardzo prosta w przygotowaniu to bez problemu możemy ją zabrać do pracy czy szkoły.

6. APLIKACJA
Niezmiennie od mniej więcej pół roku moim numerem jeden jest aplikacja służąca do przerabiania zdjęć VSCO . Ma ona niezliczoną ilość filtrów z czego część z nich jest darmowa, łatwa w obsłudze i sprawia, że zdjęcia wyglądają na prawdę dobrze. Ja kupiłam większość dostępnych filtrów i muszę powiedzieć, że są to na prawdę dobrze wydane pieniądze. Ceny wahają się między 0,99 a 3,99 euro.
Poniżej pokaże Wam jak mniej więcej wygląda efekt zdjęć przed i po użyciu filtrów.

PO
PRZED





PRZED




PO

I to byłoby na tyle jeżeli chodzi o to co zachwyciło mnie w ostatnim dwóch miesiącach. Dajcie znać co Wy mogłybyście ogłosić mianem ulubieńca, a może niektórzy ulubieńcy Nam się pokrywają ? 
Miłego weekendu !
A.

3:52 PM

10 FAKTÓW O MNIE O KTÓRYCH NIE MACIE POJĘCIA

10 FAKTÓW O MNIE O KTÓRYCH NIE MACIE POJĘCIA


Od jakiegoś czasu przeglądam sobie tag , który krąży po sieci, a konkretniej chodzi mi  o „10 faktów o mnie” . Bardzo spodobała mi się możliwość opowiedzenia o sobie w 10 punktach i postanowiłam zamieścić tutaj kilka informacji o mnie. Mam nadzieję, że lektura Wam się spodoba, a jeżeli macie ochotę to zostawcie w komentarzu linki do swoich stron/blogów, bo bardzo chętnie do Was zajrzę J.



1.       Ludzie, którzy mnie poznają mają złudne wrażenie, że nie jestem sympatyczną osobą. Raczej odbierają mnie jako wredną . Dlaczego tak jest ? Nie mam zielonego pojęcia. Jestem raczej pozytywnie nastawiona dla każdej nowo poznanej osoby i z zasady nie oceniam książki po okładce. Być może jest w moim zachowaniu bądź wyrazie twarzy, że nie wypadam zbyt dobrze przy pierwszym kontakcie ;).  Ponoć jednak przy bliższym poznaniu zyskuję co mnie bardzo cieszy.

2.       Kocham mojego psa bardziej niż resztę mojej rodziny. To chyba nie wymaga komentarza ;) ?

3.       Pozostając przy temacie zwierząt : Wolę zwierzęta od ludzi. Prawdopodobnie jestem aspołeczna. Wiele osób po prostu mnie irytuje, nie potrafię zrozumieć ich toku myślenia czy też dziwnego w mojej ocenie zachowania. Spotykam na co dzień naprawdę wiele osób i z czystym sumieniem mogę stwierdzić , że starzy ludzie są najgorsi. Zazdroszczą młodym młodości jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, są złośliwi i roszczeniowi. Zdecydowanie ich nie trawię, za to zwierzęta kochają bezwarunkowo . Czekają na Ciebie kiedy wracasz z pracy, ich jedno spojrzenie sprawia, że dzień staje się lepszy i każdemu kto robi im krzywdę prawdopodobnie bym wykastrowała.

4.       Uwielbiam oglądać „Ucieczkę na Wieś”. Gdybyście nie wiedzieli co to , to tłumaczę . Jest to program telewizyjny w którym potencjalni kupujący szukają domu na angielskiej prowincji. Mają założenia cenowe, a prowadzący pokazują im trzy domy , które pasowałyby do preferencji kupującego. Za każdym razem myślę o tym, że ja też kiedyś dorobię się takiego domku.

5.       Jestem fanką kryminałów. Alleluja dla Agathy Christie za Herkulesa Poirot , który jest moim numerem jeden, aczkolwiek bardzo lubię też serię M.C. Beaton opowiadającą o Agacie Raisin.

6.       Kiedy byłam mała chciałam zostać patologiem i zdaję sobie sprawę , że jest to mega dziwne. Aczkolwiek mój kolega na to samo pytanie zadane przez Panią w drugiej klasie podstawówki odpowiedział tubalnym głosem „Ja bym chciał być grabarzem jak mój tata”. Nie jestem więc w tej kwestii zupełnie odosobniona.

7.       Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki grałam postać Kopciuszka.

8.       Mojego męża poznałam na obozie kiedy miałam 14 lat J. Zakochałam się i od tej pory jesteśmy razem.

9.       Mam 16 lat starszą siostrę, która jest jednocześnie moją najlepszą koleżanką J. Uwierzcie mi jednak, że kiedy byłam mała nie nazwałabym naszej relacji pozytywną J.

10.   Jestem hipochondryczką przez duże H. Boli mnie głowa ? To pewnie guz mózgu. Noga spuchła mi z powodu gorąca ? O matko to zakrzep ! Tak, doktor Google bardzo często pomaga mi w ustalaniu moich wszelakich chorób, które oczywiście posiadam J.

2:08 PM

PRACA W KORPORACJI - JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE ?

PRACA W KORPORACJI - JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE ?

Miliony lat świetlnych dzieli mnie od momentu kiedy ostatni raz tutaj byłam. I od razu mówię, a raczej piszę , że to nie jest tak , że stanę się systematyczna, bo tak nie będzie , ale do tej złotej myśli, którą dzisiaj chciałabym przekazać zbieram się już jakiś czas.

Mam ostatnio dużo wolnego czasu, który dzielę pomiędzy nicnierobienie , a zarzynaniem się na siłowni tak mocno , że pot kapie mi z czoła wielkimi kroplami zalewając przy okazji oczy. Faktycznie długo mnie nie było więc nie wiecie, że zaczęły mi się poważne problemy z tarczycą przez które przytyłam już nawet sama nie wiem ile. Chodziłam od jednego lekarza do drugiego, a każdy dawał to samo ( jeżeli nie wiecie to Wam powiem : euthyrox zamieniany na letrox czy jakoś tak) i nawet nie pytał o samopoczucie za to z pogardą patrzył na moje rozrastające się ciało, które jeszcze tak niedawno mieściło się w rozmiarze 36. Przez długi okres czasu nie miałam siły nawet wstać z krzesła , żeby zrobić cokolwiek, co robią normalni ludzie w moim wieku. Popadłam w depresję, marazm i tak sobie funkcjonowałam każdego poszczególnego dnia. Aż któregoś razu spojrzałam w lustro i się przeraziłam. Ok, tarczyca tarczycą , ale ludzie ja mam 26 lat , a wyglądam jak wieloryb ! Mój drugi podbródek prawie obijał się o szyję , a tłuszcz na brzuchu urósł do rozmiaru niestandardowego , którego nie dostaniecie na dziale H&M dla kobiet o większych rozmiarach. No i zaczęłam walczyć. Nie powiem idzie opornie, nawet bardzo. Mój metabolizm jest bardzo spowolniony, ale podbródek widać już tylko wtedy kiedy bardzo się postaram. Z brzuchem bywało lepiej , ale nie mam na co narzekać. Odstawiłam wszelkie leki , które zamulały mnie bardziej niż Stawy Jana ( kto jest z Łodzi ten wie o co chodzi) oraz tabletki antykoncepcyjne, które co prawda dawały mi komfort psychiczny i bezbolesne okresy , aczkolwiek wpływały znacząco na moją walkę z nadprogramowymi kilogramami. I bardzo proszę mi nie mówić , że duże jest piękne, że wszystko można zaakceptować , bo nie można ! Nasze życie zależne jest od tego jak wyglądamy, co jemy , w co jesteśmy ubrane. A kiedy zostaje nam tylko chodzenie nago i nawet wtedy się tego wstydzimy to nie jest dobrze . Możecie wierzyć na słowo.

Ale dzisiaj ja nie o tym i od razu mówię, że będzie dużo czytania i ten kto woli pismo obrazkowe może od razu przejść na Tumblr albo Pinterest’a. Mam ostatnio masę przemyśleń na temat pracy jaką każdy z Nas ( a przynajmniej Ci , którzy skończyli 18 lat i nie siedzą na garnuszku rodziców) wykonuje. Jak bardzo nieracjonalne jest to ile zarabiamy do tego jak wiele różnych obowiązków wykonujemy. Jak jesteśmy robieni w jajko biorąc pod uwagę ile zarabiają na Nas korporacje. Jak mało potrzeba , żeby stracić pracę i zastanawiać się czy strzelić sobie w łeb czy zapłacić rachunek za czynsz ? Ja wiem, że nie ma to nic wspólnego z tym co pokazuje się na Instagramie. Nowe torebki od Korsa za 1600 zł , błyszczyk Chanel za 250 i do tego nowy Iphone 6S za 3500 . Serio ? Ilu z Nas jest na to naprawdę stać ?! Nie ukrywam były takie czasy kiedy mogłam sobie na to pozwolić , ale to już dawno i nieprawda. To jak bardzo zmienia się sytuacja gospodarcza ma ogromny wpływ na wszystkich , nawet na tych bogatych chociaż o tym nie mówią, ale może będę pisała o moim podwórku, bo do tych zamożnych nie należę.

Pracuję w bankowości odkąd skończyłam 19 lat. Kiedy zaczęłam to były dobre czasy, naprawdę dobre. Moje premie dużo przewyższały podstawę i mogłam sobie pozwolić na zakupy w Sephorze za 1000 zł , nowy telefon co pół roku czy designerskie szpilki od Louboutin’a. Oczywiście wiązało się to z nieczystym sumieniem , bo nie myślcie sobie, że jak idziecie do banku i jesteście czymkolwiek zainteresowani to Pani siedząca po drugiej stronie zrobi wszystko, aby Wam sprzedać dany produkt na jak najlepszych warunkach . Otóż myślimy tylko o sobie. Co nam się bardziej liczy do planu ? Konto osobiste z kartą za 3 zł , a może tą za 9 zł ? Kredyt z ubezpieczeniem czy bez ? Ogólnie nie będę ściemniać : jeżeli jesteście zdesperowani i potrzebujecie kasy na już zostaniecie zrobieni w jajko . Czytajcie umowy i sprawdzajcie koszty, taka moja rada. Tak było, a teraz jest jeszcze gorzej. Ten kto czyta czasami wiadomości wie, że został nałożony na banki podatek bankowy. Jest on odprowadzany od zysków i aktywów banku . Co to oznacza w praktyce ? A no to , że będzie jeszcze drożej  , że jeszcze mocniej odczujemy to jako klienci, ale również pracownicy- głownie po kieszeni. Kredyty drożeją, niektóre banki zamykają swoje oddziały , żeby zaoszczędzić na etatach i opłatach czynszowych, pracownicy mają tak realizować plany , aby po prostu ich nie zrealizować, a co a tym idzie nie otrzymać premii. 

Zaczęłam więc poszukiwania pracy , które jak początkowo zakładałam , ułatwiłyby mi , osobie z 7letnim doświadczeniem zawodowym przekwalifikowanie się na coś innego. Niezwiązanego ze sprzedażą, robieniem planów, wysłuchiwaniem ciągle awanturujących się klientów . Niestety nie jest to takie proste, bo wyobraźcie sobie, że jak pracujesz w sprzedaży to w Naszym Państwie Polskim do niczego innego już się nie nadajesz. Bo przecież jesteś za głupi, żeby zaczynać od początku , uczyć się nowych rzeczy. Nie wiem jak to jest, że pracodawcy nie biorą pod uwagę faktu, że nowy pracownik, bez doświadczenia w danej dziedzinie jest jak plastelina. Można go ulepić jak się chce i może być najlepszym nabytkiem dla firmy. Nie jestem osobą, która boi się pracy , bo ja naprawdę lubię pracować, czuć się potrzebna, ale nie uważam, żebym miała być zaszufladkowana do końca mojego życia jako ta , która potrafi tylko wciskać klientom to czego akurat potrzebuje zarząd. Pomyślcie jakie to jest krzywdzące ! Wracając jednak do tematu byłam na kilku rozmowach jednakże kiedy dochodziło już do pewnych ustaleń okazywało się, że zwolniło się stanowisko na dziale sprzedaży i dany Pracodawca bardziej mnie widzi w tamtym miejscu niż na przykład w logistyce. Było też kilka przypadków gdzie w ogłoszeniu widniała informacja o umowie na pełen etat co w praktyce okazywało się prowadzeniem własnej działalności , albo zatrudnieniem w formie umowy zlecenia. Uważam, że takie rzeczy nie powinny mieć w ogóle miejsca. Ja , jako potencjalny pracownik tracę swój czas i wykorzystuję urlop , aby porozmawiać z kimś , kto od samego początku mnie okłamuje. Nie wiem nawet czy jest sens to komentować ?

Myślę , że i tak na dzisiaj rozpisałam się nad wyraz, ale planuje serię tekstów o tym jak wygląda od wewnątrz praca w korporacji. Mam kilka naprawdę dobrych przykładów odnośnie tego jak pracodawcy traktują swoich podwładnych , jak ciężko jest cokolwiek zmienić w swoim życiu zawodowych chcąc pracować dla kogoś , a nie otwierając własną działalność i jak wyglądają proponowane zarobki.


Jeżeli macie jakieś przemyślenia na ten temat zapraszam do podzielenia się własnymi historiami. Chętnie o tym poczytam , a także umieszczę je w kolejnych tekstach.

12:04 PM

My autumn wishlist

My autumn wishlist
Od kiedy pamiętam jesień jest moją ulubioną porą roku i chociaż zdaje sobie sprawę, że nie minęła nawet połowa sierpnia ja już planuję moją garderobę na sezon jesień/zima. Nie wiem jak wy , ale ja jestem zauroczona torebkami z frędzlami, oversiz'owymi swetrami w neutralnych kolorach i złotymi dodatkami. Poniżej kilka moich propozycji na nadchodzącą jesień, które koniecznie muszą znaleźć się w mojej szafie.
Autumn wishlist


1. Okulary przeciwsłoneczne podobne tu 2. Zegarek Marc Jacobs 3. Torebka z frędzlami podobna tu i tu 4. Tenisówki Vans 5. Trencz podobny tu i tu 6. T-shirt H&M 7. Naszyjnik podobny tu  8. Jeansy marmurki H&M
all thing fall

1. Lakier do paznokci NAILSINC 2. Balsam do ust EOS 3. Torebka MICHAEL KORS 4. Spodnie podobne tu 5. Sweter tu 6. Buty UGG Australia 7. Perfumy Coco Mademmoiselle

A wy macie już pomysły na swój look tegorocznej jesieni ?

4:23 PM

INSPIRATION MIX

INSPIRATION MIX
Mam zamysł żeby tu wrócić. Nie jestem co prawda systematyczna, aczkolwiek potrzebuję tego miejsca tak dla siebie. Może dzisiejszy post mnie zmotywuje.

Mam kilka pomysłów na to miejsce i trzymam kciuki, że uda mi się je zrealizować :). Oczywiście zaraz po tym jak uda mi się skończyć remont Naszego mieszkania. W tym roku nici z urlopu ze względu na wydatki remontowe, więc pozostają mi tylko znalezione zdjęcia pięknych miejsc.
I hope you like it !

























A jak wasze wakacje ? Byliście już w jakimś pięknym miejscu czy dopiero się wybieracie ? Chętnie posłucham o tym w komentarzach ! :)

4:05 PM

HONEYMOON IN SOPOT

HONEYMOON IN SOPOT



Długo dywagowaliśmy z mężem gdzie udać się w Naszą podróż poślubną i każdy z Naszych pomysłów okazywał się coraz większą klapą. Przez Włochy przechodziły tornada , Chorwacja zalana więc zaczęliśmy zastanawiać się nad Polską. Po długich przemyśleniach padło na Sopot. Byłam już w trójmieście kilka razy , ale jakoś nigdy nie udało mi się tam dotrzeć. Dosyć dobrze znam Gdańsk, trochę gorzej Gdynię. Czekała więc Nas zabawa w odkrywanie nowych ciekawych miejsc ;).

Wybierając Nasze lokum zależało Nam, aby było samowystarczalne. Co przez to rozumiem ? Apartament, z kuchnią, łazienką, dużym łóżkiem. Nie przepadam za hotelami , bo dzięki mojej pracy dużo czasu w Nich spędzałam , a za niecałe dwa tygodnie czeka mnie kolejne 21 dni mieszkania po za domem. Lubię sama przygotowywać śniadania, parzyć kawę i siedzieć w fotelu czytając prasę zamiast jeść w restauracji przygotowanej dla większej liczby gości hotelowych. Postawiliśmy więc na JOVI APARTMENTS i jesteśmy mega zadowoleni , że to zrobiliśmy. 

                            



 Apartament był na prawdę mega wygodny, pięknie urządzony i dawał Nam poczucie komfortu i odpoczynku. Najfajniejszym trikiem , który musimy wykorzystać w Naszym mieszkaniu była półka na telewizor, którą mogliśmy odwracać w zależności czy leżeliśmy w łóżku czy też byliśmy w salonie.

Pierwszego dnia poszliśmy obowiązkowo na plażę. Pogoda była jak na zamówienie.


Następnie postanowiliśmy wybrać się na obiad, bo od rana praktycznie Nic nie jedliśmy. Mój mąż ma obsesję na punkcie knajp z napisem domowe jedzenie. Dla niego obiad bez mięsa to żaden posiłek , więc poszliśmy do wybranej przez Niego Chaty Smakosza na Bohaterów Monte Cassino.


To był błąd. Nazwałabym to gorzej, ale nie będę wulgarna. Zamówiłam placka po węgiersku. Nie dosyć , że na posiłek czekaliśmy na prawdę sporo czasu , chociaż nie było tam absolutnie nikogo, to mięso , które znalazło się na talerzu śmierdziało niemiłosiernie. Placek był praktycznie surowy i absolutnie nie do przełknięcia. Nie zjadłam więc nic. A rachunek, który musiałam zapłacić był najgorszą inwestycją życia. Nie mam problemu z wydawaniem pieniędzy, ale serce mnie bolało kiedy podawałam kartę niezadowolonej kelnerce, która nawet nie zapytała czy smakowało.


Następnego dnia rano zjedliśmy śniadanie i wybraliśmy się na Sopockie Molo.


Pogoda była idealna. Najpierw przeszliśmy całe Molo robiąc zdjęcia i zachwycając się jak pięknie tu jest, a potem usiedliśmy i delektowaliśmy się słońcem.




Nawet mewa zechciała Nam pozować :)



Na obiad poszliśmy tym razem w wybrane przeze mnie miejsce. Tak , żeby dmuchać na zimne :).
Wybrałam włoską restaurację Sempre e Vino. Obydwoje zamówiliśmy pizzę. Ja margharitę, a Łukasz prosciutto e funghi.


Była tak dobra, że nie mogłam się powstrzymać przed przejedzeniem. Ser mozzarella podbił moje serce na tyle , że jedliśmy tam jeszcze raz tuż przed wyjazdem.

Nie mogliśmy ominąć również zachwalanego przez wszystkich Baru Przystań, gdzie Łukasz zajadał się "jedną z najlepszych rybek w jego życiu". Ja nie jadam ryb w ogóle także trudno mi dyskutować czy była dobra czy nie, ale wyglądała nawet jak dla mnie smakowicie.



Flaming & CO to idealne miejsce na słoneczną pogodę nad morzem. Jestem mega zauroczona pyszną kawą i lodami podawanymi z listkiem bazylii. Dodatkowo piasek pod nogami i hamaki w których goście mogą się zrelaksować.




Wieczorem postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda Molo po zmroku. Nie spodziewaliśmy się nawet , że tyle ludzi wpadnie na ten sam pomysł. Przypominało to nieco ulicą Piotrkowską w sobotni wieczór ;)



Podsumowując, Sopot nas zachwycił. Zrelaksowaliśmy się, odkryliśmy kolejny punkt na mapie do którego chcielibyśmy wrócić i zjedliśmy mnóstwo pysznych rzeczy. W trakcie pobytu odwiedziliśmy też Gdynię i Gdańsk , ale o tym wkrótce. Jedyne czego nam brakowało to Naszego Frania, który przez moją zgapę, z Nami nie pojechał.

A Wy jak spędziliście urlop ? A może nadal wypoczywacie ? Jakie są Wasze ulubione miejsca na mapie Polski ? :)

Asia


Copyright © 2016 COFFEE IN POLAND , Blogger