niedziela, 6 sierpnia 2017

Kiedy rżną Cię w dupę, a ty się uśmiechasz - kilka słów o mobbingu.

Jeżeli pracujesz na etacie to doskonale wiesz, że jesteś w pełni zależny od swojego przełożonego. Albo inaczej, tak właśnie Ci się wydaje i wszyscy dookoła Ci to wmawiają
„Nie wyrywaj się, bo o pracę teraz ciężko”; „To minie, daj sobie czas”; „Może tylko wydaje Ci się, że jest tak źle, głowa do góry”; „No, ale co ty możesz zrobić?”. Nie słyszeliście nigdy tych frazesów?  To jesteście szczęściarzami ;).
Od razu pragnę tylko nadmienić, że jest to moja prywatna historia i nikomu, nigdy nie życzę, żeby musiał przechodzić, przez to co ja. Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji, to pamiętajcie, że nie jesteście sami. Możecie starać się o pomoc, chociaż Nasze Państwo absolutnie w dupie ma prawa pracowników, to warto próbować. Zbierajcie dowody, nagrywajcie rozmowy, szukajcie świadków.  Nie pozwalajcie sobie na złe traktowanie, bo NIKT NIE MA PRAWA WAS OBRAŻAĆ, MIESZAĆ Z BŁOTEM i WMAWIAĆ WAM, ŻE JESTEŚCIE NIKIM. Tak długo jak Wy się tak czujecie, tak długo oprawca ma nad Wami przewagę.


Kończąc słowo wstępu przejdę do rzeczy. 
Rok temu postanowiłam się przebranżowić. Od bagatela 6 lat pracowałam w bankowości i dosyć miałam wciskania klientom kitu, że kredyt banku B jest lepszy od tego w banku A. Ciągłego robienia planów, przyjmowania reklamacji i słuchania jakim to nie jestem złodziejem. Nie szukałam pracy jakoś bardzo długo i po dwóch etapach rekrutacji, zostałam Specjalistą ds. Wsparcia Sprzedaży w firmie zajmującej się przetargami. Cieszyłam się jak głupia, bo nowe wyzwania, nowi ludzie, rozwój. Podpisując umowę zastanowiło mnie, że nikt nie potrafi mi do końca wyjaśnić na czym polegać ma moja praca. Pomyślałam jednak, że może nie chcą od razu wszystkiego zdradzać i w pierwszym dniu pracy zobaczę na czym to wszystko polega ( tak wiem, głupia ja). 
Pierwsze trzy miesiące były fantastyczne. Codziennie działo się coś nowego, ciągle byłam w ruchu, a dzień leciał mi jak niesamowicie szybko. Przy większych przetargach zostawaliśmy dłużej w pracy, żeby cały proces był zaakceptowany przez Zarząd Spółki, a dokumenty przygotowane do wysyłki. Miałam możliwość korzystać z poczty firmowej po za biurem, co miało swoje plusy, bo mogłam tym samym zarządzać całością swoich zadań nie będąc w firmie. W trzecim miesiącu pojęłam nawet, że nie mam ustalonego zakresu obowiązku, po prostu robię wszystko co się na mnie zepchnie. Menadżerowie, którzy byli „nade mną” bardzo często z tego korzystali, a w szczególności moja koordynatorka A. Teraz jak o tym myślę, to widzę jaki chaos tam panował. Większość z tych „ważniaków” siedziała cały dzień na Zalando, a ja nie miałam czasu nawet zjeść śniadania. 

Przy zakończeniu umowy na okres próbny, zostałam pochwalona za moją pracowitość i dostałam umowę na czas nieokreślony. W listopadzie mój mąż praktycznie nie przebywał w domu, przez co musiałam szybko wychodzić z pracy, żeby wyjść z moim psem na spacer. Starałam się jednak codziennie przychodzić przynajmniej  20 minut wcześniej, żeby wyrobić się z pracą. Pewnego dnia brakowało głosu jednego z prezesów, a że było po 16:00, powiedziałam do koordynatorki, że zbiorę głosy przez maila służbowego i jak będę go miała, to prześlę owy głos do dziewczyn zajmujących się dokumentacją przetargową. Poszłam do domu i jak tylko uzyskałam głos to natychmiast wypełniłam swoje obowiązki. Następnego dnia otrzymałam długiego maila od A. W którym napisała, że w momencie kiedy praca nie jest zakończona, mam nie wychodzić z pracy, bo ona nie będzie pełniła za mnie obowiązków. Nadmienię tylko, że w tej firmie nadgodziny nie były płatne, nie były też do odbioru, więc to tylko dobra wola pracownika decydowała o tym czy faktycznie może on zostać w pracy czy też nie. Po długich namysłach odpisałam jej na tego maila. Zawarłam tam informację odnośnie praw pracownika, tego, że codziennie przychodzę wcześniej do pracy, oraz odniosłam się do jej zarzutów, że nie znam swoich obowiązków. I wtedy się zaczęło. Byłam zasypywana dziesiątkami maili z zadaniami z którymi się nie wyrabiałam, bo pracy jak na jedną osobę było po prostu za dużo. Potem byłam z tego rozliczana i ganiona za wszystko czego nie zdążyłam zrobić. A. Nie odzywała się do mnie słowem. Naszą `’rozmową” była tylko korespondencja mailowa. Na moje pytania nie odpisywała, albo pisała, że takie rzeczy to powinnam wiedzieć. W oczach innych pracowników robiła ze mnie wariatkę, która nic nie wie i jest po prostu głupia. Każdy mail, który do mnie pisała, był do wiadomości prezesa i dziewczyny z HR’u. Kiedy doszło do oceny rocznej, podczas rozmowy usłyszałam takie zarzuty jak „ nie odwiesiła kurtki do szafy”, albo „używa wulgarnego słownictwa”, podczas kiedy jeden raz sama do siebie powiedziałam słowo na k. Każdy, najmniejszy szczegół był od razu wychwytywany i puszczany dalej w świat. W pewnym momencie sama zaczęłam uważać, że zwariowałam, że jest ze mną coś nie tak. Poszłam więc do psychiatry, bo nie dawałam już rady. Moje zdrowie psychiczne było na wyczerpaniu, miałam dosyć. Wstanie z łóżka było torturą, do której codziennie się zmuszałam. Miałam mdłości, bóle głowy, lęki. Pani doktor, powiedziała, że to nie ze mną jest coś nie tak. Że to co robi A., jest czystym mobbingiem. Jedyne co mogłam zrobić to szukać nowej pracy. Podczas tego okresu uspokoiłam się. Nie interesowało mnie co A, do mnie mówi ( a w zasadzie pisze).  Skupiałam się na mojej pracy i na tym, żeby jak najszybciej stamtąd uciec. Kuzynką A., była dziewczyna pracująca w dziale hr’u. Zorganizowała mi spotkanie, dotyczące mojej osobowości i tego, że wymyślam sobie niestworzone rzeczy. Kiedy powiedziałam jej, że moi współpracownicy sami powiedzieli mi, że A., zawsze musi mieć taką „Asię do gnębienia”, szczęka jej opadła. Każdą rozmowę nagrywałam, każdy mail drukowałam, tak, aby mieć dowód, w razie gdyby chcieli mnie zwolnić. Udałam się z całą korespondencją i nagraniami do prawnika. Ten jednak powiedział mi, że mobbing w Polsce jest jak walka z wiatrakami. Że możemy spróbować złożyć pozew z powództwa cywilnego, ale nie widzi dużych szans. Odpuściłam. Znalazłam nową pracę, do której chodzę z przyjemnością, gdzie moja Szefowa liczy się z moim zdaniem, traktuje mnie na równi z innymi. W tej firmie X przepracowałam 10 miesięcy i kiedy odchodziłam, w tym samym czasie, odszedł cały zespół z którym pracowałam. Nie z mojego powodu, ponieważ, szczerze mieli w poważaniu to jak wyglądało moje życie, ważne, że oni nie byli tak traktowani, ale przez atmosferę i brak możliwości rozwoju. 

Wiem, że ten wpis, jest długi, miejscami nielogiczny, ale weźcie pod uwagę, że jest naładowany emocjami. Musiałam gdzieś „wypuścić parę”. Oczyścić się z tego koszmaru, bo nie ukrywam, że było mi bardzo ciężko. Tylko dzięki mojemu mężowi i moim rodzicom trzymałam się w kupie i nie rozpadłam się na tysiąc kawałków. Jeżeli potrzebujecie wsparcia, porady, to jestem dla Was. Wiem jak ciężko jest uwierzyć, że to nie Wy jesteście beznadziejni, tylko ktoś robi Wam krzywdę. Z premedytacją. 

A.a

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.